Wracam, tym razem na dobre

Minęło 428 dni, czyli 10272 godziny, co po przeliczeniu daje 616320 minut. Wszystko to sprowadza się do tego, że od ostatniej wiadomości tutaj uciekło blisko 36979200 sekund. Przez 99,9% tego czasu każda z nich została zmarnowana w temacie mojej walki z wagą, a wystarczyła tak naprawdę jedna, aby zacząć działać. Zrobić coś z tym problemem.

Ostatnio, pisząc notkę brzmiałem jak osoba, która zdecydowanie będzie dążyć do obranego celu. Było dużo zapału, który przygasiła szara codzienność. Co się zmieniło przez ten czas? W sumie w kwestii mojej wagi nic. Urosnąć, też nie urosłem, więc BMI na tym samym poziomie. Posłuchałem trochę uwag od ludzi dookoła. Może lepiej odda to stwierdzenie, że usłyszałem je po raz pierwszy sam. Drobne uwagi, docinki, sugestie, spojrzenia. Dopiero suma tego wszystkiego daje naprawdę dużego kopa do tego, aby działać.

Czy to pierwsze podejście do powrotu na front? Nie. Ale o tym napiszę przy innej sposobności.

Powrót wreszcie ma miejsce. Czuję się niczym Takamori Saigo w trakcie powstania z padołu niechęci i braku motywacji do pracy nad sobą. Druga wizyta na siłowni za mną, trener osobisty i praca, praca, praca. Będę starał się informować Was nie tylko o tym jak mi idzie, ale także będę się chciał z Wami dzielić moimi myślami, obserwacjami i motywacją.

Wybaczcie, że w matematyczny sposób dzisiaj piszę, ale liczby nie kłamią.

Słowem wstępu

Cześć, to mój pierwszy wpis na tym blogu – tak zaczyna się większość dzienników w sieci. Może to i dobry sposób na rozpoczęcie? Możliwe, ale w moim przypadku ważniejsza od gonitwy za trendami jest szczerość do bólu i kompletne obnażenie swojego ja nie przebierając w słowach i zwrotach.

Zacznijmy od tego może kim jestem. Nazywam się Michał i dzisiaj są moje urodziny. Które? 26 lat przyszło mi stąpać po tym ziemskim padole. Czym się zajmuję? Jestem grafikiem komputerowym dla którego piksele to chleb powszedni. Zajmuję się także szeroko pojętą reklamą. Uprzedzę myśl, która mogła w tym momencie zrodzić się w Twojej głowie – to nie jest blog do pozycjonowania czegokolwiek. To moje asilum w walce, o której za chwilę dowiesz się więcej. Skąd klikam? Z Polski. Dokładniej rzecz biorąc to z małopolski, a będąc jeszcze bardziej dokładnym to z miasta o nazwie Kraków. Po co? To chyba jedno z ważniejszych pytań tutaj i przyznam się, że powodów jest sporo. Od długiego czasu noszę się z dużym problemem przy czym „dużym” jest tutaj bardzo pasującym określeniem. Na ten moment mój wzrost to 180cm, z wagą 127,6kg, co daje mi BMI na poziomie 39,4. Jest to zaledwie 0,6 punktu od magicznej granicy 40 i tym samym ostatniej grupy przedziałowej, która określana jest bardzo często mianem otyłości klinicznej. Długo zbierałem się do przedsięwzięcia jakichkolwiek kroków w stronę spadku masy i… Myślę, że dzisiaj jest pierwszy dzień od którego zacznę walkę z wielkością liczby na mojej wadze. Chcę żebyście mi w tym towarzyszyli. Mam nadzieję, że będzie co poczytać, czasami z czego pośmiać, czasami zastanowić.